Historia pewnego powołania

Piast – Gatta z tunelu

Ostatnie minuty spotkania w nyskiej hali przy ulicy Sudeckiej. Polska przegrywa z Rosją 1:2 i rozgrywa atak z lotnym bramkarzem. Tempo akcji niezbyt przebojowe, takie też jest podanie podeszwą za siebie Tomasza Luteckiego, które niecałą sekundę później zostaje asystą. Bramkę dającą obiecujący remis śledzi z ławki Arkadiusz Szypczyński.

Dokładnie tego samego weekendu odbyłaby się ligowa kolejka numer 15, jednak mecze z powodu gier kadry przełożono. Jedynie Piast i Gatta dogadali się na ten termin, co możliwe było dzięki brakowi powołań wśród obu ekip.

Niefortunnie podczas zgrupowania dwóch zawodników wypadło przez kontuzje: doskonały w tym sezonie Michał Marek i Krzysztof Salisz. W ich miejsce zostali dowołani Sebastian Wojciechowski i Arkadiusz Szypczyński z Gatty, co w praktyce oznaczało nierozegranie zaplanowanego spotkania przeciwko Piastowi.

Rzecz nie tak trywialna, konieczność odwołania w zasadzie już zorganizowanego meczu wywołała bardzo mocną reakcję ze strony prezesa gospodarzy. Pamiętne oświadczenie spotkało się z niejednoznacznym przyjęciem, niewykluczone, że swoją rolę odegrały czynniki zakulisowe. Choć tendencja do pomijania w reprezentacji graczy ze Zduńskiej Woli nie jest żadnym argumentem, to trudno było poczytać to powołanie jako naturalną odpowiedź na konieczność uzupełnienia kadry.

Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, a swój finał miała środowego wieczoru przed tygodniem.

Czas na nowych bohaterów

Choć Arkadiusz Szypczyński jest swego rodzaju kartą-pułapką spajającą oś wydarzeń, to nie odegrał kluczowej roli ani w spotkaniach reprezentacji, ani w pojedynku z Piastem.

Wyróżnił się za to inny gracz tej drużyny, strzelec bramki i asystent, Norbert Dregier. Mimo że Gatta przegrała to kluczowe spotkanie, sam Dregier uważa, że srebrny medal to wciąż realny cel.

– Jeszcze jest bardzo dużo spotkań do rozegrania, walczymy do końca o wicemistrzostwo Polski. Mam nadzieję, że się uda.

– zapowiada Dregier

Dziś jednak jesteśmy już porażce z MOKSem i wypowiedzi grającego trenera: „Wypisaliśmy się z gry o medale”, „Nie jesteśmy w stanie na ten moment zastąpić tych zawodników, którzy do tej pory ciągnęli nam grę”.

– Czuję się dobrze [w drużynie], chłopaki mi pomagają, czuje się coraz pewniej. Myślę, że są jakieś postępy. Nadal mam duże braki, ale pracuję nad tym.

– zapewnia nowy zawodnik wicemistrza kraju

Czyżby w końcu transfer do Gatty, który potrwa nieco dłużej?

Quality game

Mecz stał na bardzo wysokim poziomie sportowym. Niecodziennie w Futsal Ekstraklasie ogląda się obie strony tak szanujące piłkę, tworzące przemyślane akcje, do minimum ograniczające życzeniowe podania „na pałę do przodu”. Ponadto technika użytkowa uczestników środowej gry należy do jednych z czołowych wśród zespołów najwyższego szczebla. Bramki bramkami, choć efektowne, wśród jakościowych akcji nie musiały być „ozdobami meczu”.

Piast – Gatta photo

Na początku dość równo, a na gol z rzutu rożnego goście odpowiedzieli rajdem lewym skrzydłem i egzekucją od poprzeczki.

– Chciałem po prostu oddać strzał w światło bramki i się udało. Niestety, ta bramka nie dała nam punktów, po które przyjechaliśmy.

– opisuje strzelec

Eskalacja bramkowego problemu rozpoczęła się od całkiem kontrowersyjnej sytuacji, ale wcześniej niesamowitej akcji Piasta. Goście głośno reklamowali decyzję o przyznaniu rzutu rożnego, a po celnym strzale Jose Pepo nawet bardziej. Czy tam należał się rożny? Do dziś nie wiem i nie dowiedziałem się, gdyż gracze Gatty bardzo szybko zeszli po meczu do szatni.

TA akcja, rożny, gol.

Transfery i powroty jak transfery

Kolejne spotkanie, które udowadnia jakim skokiem jakościowym dla poziomu drużyny było zakontraktowanie Douglasa i Śmiałkowskiego. Bramki i popisy techniczne obu, w połączeniu z powracającymi po kontuzjach Omylakiem, Dewuckim czy wreszcie Bugańskim tworzą zestawienie, które nie tyle na papierze, co wręcz na boisku wyrasta na jeden z najmocniejszych składów ligi.

– Jestem w pełni zdrowy, aczkolwiek kondycyjnie odstaję od reszty zespołu. Dziś nawet przy stykowym wyniku dostałem szansę i może to nie był wymarzony mecz w moim wykonaniu, ale cieszę się, że już jestem na parkiecie.

– mówi Marek Bugański

Wokół jakby bardziej pusto

Pojedynek bardzo prestiżowy, ale otoczka uboższa niż zazwyczaj. Zamknięta była część trybun (dolna), mniej kibiców, także mniej dzieci, brak animacji, na szczęście bez atrakcji dla widzów w przerwie się nie obeszło; wpadła też telewizja.

Powody dla tej okołoboiskowej skromności zapewne dwa: przede wszystkim środek tygodnia, ponadto mecz już się wcześniej odbył. Prawie. Jedną rzecz trzeba zaznaczyć – ustalenie terminu przypadającego na życiowa formę nakręconego Piasta wypadło dla miejscowych bardzo korzystnie.

Oceń artykuł

Średnia ocena: / 5. Liczba głosów:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.